Amelka – 3 lata

Każdy kto dzisiaj wyjrzał przez okno i zobaczył warunki pogodowe, za głowę by się złapał, jakby miał wyjść po bułki do sklepu…. A CO DOPIERO NA SESJĘ PLENEROWĄ z 3-letnim dzieckiem.

Czuja mam.. Studio zawsze można zrobić.

Obiektyw plenerowy wsadziłam do plecaka pomimo, że wychodziłam do auta w deszczu. I kiedy Amelka usiadła koło mnie w aucie ujrzałam światełko nadziei.

Tak było.. nie kłamię.. Na własne łoki zobaczyłam kawałek nieba.. Daleko.. daleko.. za górami, za lasami..

– JEDYMY TAM.. rzekłam i najlepiej w linii prostej (ale się tak nie dało) ruszyłam w nieznane.

I to nieznane moi drodzy jest zawsze najlepsze. Bo nie jest oklepane.. bo mam chęć do pracy.. bo wymaga to ode mnie więcej wysiłku i kombinowania.

W skrócie.. WSZYSTKO  BYLEBY  NIE  RUTYNA. (A jeszcze najlepiej to się zgubić.. bo tam są najlepsze miejscówki – W  ZGUBIALNIACH)

Sesja z 3-latkiem chwilę po deszczu.. z wyskakującym co rusz 6-latkiem z auta (Niki – czyścisz jutro samochód) – to prawdziwe szaleństwo.

Gapiłam się w ten wizjer i przecierałam co chwilę łoczy.. czy ostre to wszystko czy nie.. bo Amelka to takie prawdziwe żywe złoto. Lata, skacze, śmieje się, wygłupia..

Idealna osóbka do mojego TEAMU rodzinnego.

Kurcze.. chyba mam jakiś kryzys.. Dawno się tak nie rozpisałam.. albo.. dawno wpisu to nie robiłam i zatęskniłam..