Świąteczna Przygoda

Jak ja się cieszę, że w te święta jest taka ładna pogoda. Zaraz po wszystkich konsumpcjach zabrałam Nikiego na wypad za dom.  Wzięliśmy „roki-toki”, trampki, czapkę i wyruszyliśmy na małą przygodę.

Plan był jeden: dojść do „jaskini”. I choć mieliśmy do przejścia jakieś 300 metrów.. szliśmy tam prawie 40 minut. A kto mnie zna.. to wie, jakie to dla mnie wyzwanie, ślimaczyć się tak krótki odcinek, w tak dłuuuugim czasie.

Najchętniej wzięłabym małego na barana i zaniosła osobiście.. ale przecież co to by była za przygoda.

W „jaskini” było super.. Ciągle jakieś auta na przeszkadzały.  Nie szło normalnie „zwiedzać”. Całe szczęście, że dalej droga była spokojniejsza i mogliśmy sobie wypocząć i porobić małe psikusy.. Ale o tym ciiii…  Sami zobaczcie..

(Jakby ktoś chciał kupić taki kombinezon.. to polecam.. na Pakamerze.. CZACHOR – to nie reklama sponsorowana.. po prostu bardzo mi się to ubranko spodobało, stąd polecam projektanta)